Piąty dzień za mną!
I, muszę przyznać, to był dziwny dzień. Z rana udało mi się napisać pińcet słów (awaria internetów była), byłam jednocześnie usatysfakcjonowana, bo to już niemal tyle, ile wczoraj napisałam w ciągu całego dnia, ale zarazem czułam się wypruta i zniechęcona. Fabuła się nie kleiła, bohaterowie nie mieli zajęcia, nie mówił do mnie ten rozdział. Ale że miałam dziś dłuższą posiadówkę w pracy po godzinach, i to w takich warunkach, że nie było w budynku nikogo ze współpracowników, no to spróbowałam jeszcze popisać. I, co tu dużo gadać, te trzy godziny całkowitego spokoju nawet jakoś podziałały i coś poskrobałam. Do tego stopnia, że po powrocie do domu doczołgałam się do - uwaga! - 14091 sów! Wow! Fraa taka dzielna!
To mnie nastroiło w sumie całkiem pozytywnie. Rozdział nadal się nie klei, bo bohaterowie płyną, płyną i dopłynąć nie mogą, a ja bym już chciała, żeby dotarli na tę nieszczęsną Daleką Północ, gdzie ma być Enna Rudy i wogle. No ale będę walczyć. Za daleko już zajechałam w tej wycieczce.
W każdym razie chcę wierzyć, że dziś choć trochę odbiłam się od dna.
Dziękować, Siem, za wysłuchanie z rana mojego smęcenia! <3
***
"Murzyn chwyta ją za ramię, ale dokładnie w tym samym momencie przez deski pokładu przebijają się ręce o szponiasto zakończonych dłoniach i chwytają napastnika za nogi. Wioślarz trochę się dziwi, nie wie, co się dzieje i skąd przyszedł atak. Mężczyzna w czerni wciąga tamtego na dół, rozlega się trzask łamanych kości, wilgotne mlaskanie wyrywanych trzewi i głuchy łoskot upadających szczątków. Co dziwne, nie słychać ani jednego nawet zduszonego jęku. Cała scena jest tak kuriozalnie bezgłośna. Herja toczy jeszcze przez chwilę przerażonym wzrokiem wokół, a potem cofa się o krok i kurczowo zaciska oczy.
Kiedy je otwiera, jest po wszystkim.
A na niej jest cała krew i cała wina."
Siem - Twojego... hym... przysięgłabym, że to Siem smęciła, ale może pomyliły mi się dni :P
OdpowiedzUsuń*spontaniczny tul*