"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

poniedziałek, 24 listopada 2014

NaNo 2014 - Dzień 24

Jakoś idzie. Naprawdę jakoś idzie. Dziś znowu udało mi się osiągnąć całkiem ładny wynik - NaNoLicznik mówi, że 3262 słowa, co daje mi ogółem 43373 słowa. Czyli w razie czego mam dwa dni zapasu. Byłabym zupełnie szczęśliwa, gdyby nie to, że powieść jest zaplanowana na 80 tysięcy słów. No cóż. Zawsze to jakieś malutkie zwycięstwo może się uda osiągnąć...
Trudno mi przychodzi rozkręcenie się, ale po pierwszym miesiącu jest już lepiej. Drugi pisze się gładko, trzeci leci błyskiem. Tak, wiem, to dlatego, że mam dużo dialogów. Whatevah.
Faktem jest, że piszę zupełnie nie to, co zamierzałam pisać. Nie wiem, kiedy naprawdę podejmę wątek Enny. On się przewija, ale na razie mocno w tle. Za to na pierwszy plan powysuwały mi się te wszystkie biedne misiaczki, gdzie każdy ma tak naprawdę jakąś słabość do każdego i każdy każdemu chce coś powiedzieć, ale się boi. I w sumie to w ogóle nie wiem, po co nimi wszystkimi miotami po tych śniegach, skoro wystarczyłoby im zbiorowe tuli i wszyscy byliby szczęśliwi.
Serio. Mogiła jakaś.
Ale dziś spróbowałam nawet coś w rodzaju akcji napisać - scena, którą nawet prawie planowałam gdzieś w konspekcie. Co prawda planowałam mocno pod koniec i w innym składzie osobowym, ale mniejsza o większość. Uznałam, że trzeba przerzucić to tutaj, bo w przeciwnym razie zmasowanie dialogów zabije czytelnika. Zobaczymy, jak wyjdzie, bo tak naprawdę przerwałam w trakcie tej sceny. Ale mam nadzieję, że najtrudniejsze już za mną - tak żebym jutro w ogóle była w stanie zacząć pisanie, no.
No i opisywałam dziś chmury. Bo tak.

***
"Staruszka na moment zaniemówiła. W pierwszym odruchu paniki zaczęła się zastanawiać, czy aby nie spłonęła rumieńcem, pytanie bowiem brzmiało co najmniej dziwnie i chcąc nie chcąc, odruchowo odebrała je zapewne zupełnie inaczej, niż to planował ennita. Na wszelki wypadek Herja nie odwracała się do Savka ani, tym bardziej, do Sotirisa. Odchrząknęła tylko dla odzyskania głosu i oznajmiła uprzejmie:
– Chyba nie rozumiem, o co ci chodzi.
– Potrzebujemy pełni. Nie możemy funkcjonować jako… kawałek – tłumaczył mężczyzna, a wszyscy bardzo wyraźnie widzieli, z jak ogromnym trudem przychodzi mu znajdowanie odpowiednich słów. – Potrzebujemy… ręki, która będzie nas trzymała, kiedy zapadamy się w gęstej, milczącej ciemności. – Mówiąc to, ennita po raz kolejny postukał się w skroń.
– Przecież ja nie jestem Enną – wymamrotała Herja, ale z wrażenia nie była w stanie powiedzieć tego wyraźnie.
– Nie jesteście. Ale możecie być… naszym… – Ennita zmarszczył czoło, zaraz jednak jego oblicze rozpogodziło się. – Kołem ratunkowym. Wyciągniętą ręką.
Staruszka zaniemówiła. Każda komórka jej ciała czuła się dogłębnie wzruszona zaufaniem, jakie pokładał w niej ten biedny człowiek, jednocześnie zaczęła ogarniać ją panika, że nie podoła. Za nic w świecie nie chciałaby go zawieść. Niezależnie jednak od swoich lęków, wiedziała, że odpowiedź może być tylko jedna."

2 komentarze:

  1. Jako, że widzę, że jojczenie bardzo Ci pomaga w pisaniu, nie będę Ci więcej bronić :P
    Podoba mi się ten kawałek, no!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ennici mnie trochę intrygują, a trochę przerażają O.o Piszaj! <3

    OdpowiedzUsuń