Tak, tak, znowu oszukuję. Piszę tę notkę 28 listopada za wczoraj. Ale wczoraj po prostu najpierw tłukłam w klawisze i nie miałam czasu na nic innego, potem zaś byłam trupem tak bardzo, że dałam radę tylko kliknąć "Zamknij" i chlapnąć na łóżko.
Miałam spróbować się szarpnąć na pięć tysięcy - w bólach wycisnęłam trzy. Plany się posypały, kiedy okazało się, że jednak nie dam rady urwać sobie w pracy godzinki czy dwóch na pouprawianie prywaty. To znaczy żeby nie było: napisałam w pracy cztery tysiące słów, a jakże. Tylko to nie były NaNoSłowa, a słowa pracowe, zupełnie nudne i bezsensowne. O dzieciach, Mikołajkach i inszych bzdurach. I straszliwie mnie to bolało: bo jeszcze żebym siedziała nad jakimś projektem graficznym czy coś... ale nie. Ja sumiennie waliłam w klawiaturę. Ale wszystko na nic. Heh. Frustrujące.
Tak naprawdę staram się nie patrzeć na to, co napisałam wieczorem. Nie zdziwię się, jeśli podczas czytania okaże się, że kilka razy napisałam "lubię placki". Albo płynnie przeszłam w zdaniu z tego, co rzeczywiście miało tam być, na to, co akurat zaczęło mi się śnić. Pamiętam, że zdarzało mi się to w notatkach szkolnych i uczelnianych. Wiecie, coś w stylu "Kazimierz Wielki nadał prawa miejskie w różowych trykotach, które kupił za głowę księżniczki". Co autorka miała na myśli? Nie wiadomo. Ale wiadomo, że nauczycielka nie do końca w ten sposób wypowiedziała to zdanie. No więc w moim NaNo nie wykluczam podobnych elementów.
Fajk jest z początku ostatniej normy, kiedy jeszcze potrafiłam robić akapity i mniej-więcej kontrolowałam, co się dzieje. Mniej-więcej.
***
"Sotiris skinieniem głowy wskazał trierę.
– Chcesz atakować od morza? – zdziwił się Akakios i parsknął krótkim, chrapliwym śmiechem. – Podamy im się na tacy. Zobaczą nas zanim jeszcze umoczymy wiosła.
– I bardzo dobrze – warknął kapitan.
– A na morzu jesteśmy słabi – przypomniał tamten.
– Wiem. – Sotiris skinął głową. Jego rozmówcę powoli ogarniało zniecierpliwienie. Jeśli istniał jakiś rzeczywiście dobry pomysł na walkę z ennitami, chciał go poznać bez kluczenia między kolejnymi oczywistymi przeszkodami. To właśnie dlatego, myślał z poirytowaniem Akakios, Sotiris nigdy nie został i nie zostanie Alfą. Nie umiał działać w stadzie. Empuza potrafiła. Owszem, sama przebywała zawsze poza stadem, ale przynajmniej sprawiała wrażenie, jakby stadu ufała i mówiła o swoich planach. Liczyła się z opiniami. A Sotiris przyjmuje postawę „wiem swoje, walcie się”. Akakios pokręcił głową.
– Dorośnij – prychnął, splatając dłonie za plecami i mrużąc ślepia.
– Nie mam czasu – odparł kapitan."
OK. Chyba ogarniam Twoje uczucia do Sotirisa :bag:
OdpowiedzUsuńAle on miał inaczej działać, noooo :bag:
Usuń