"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

środa, 26 listopada 2014

NaNo 2014 - Dzień 26

Ekhm. Uwaga! Ogłoszenie parafialne!

WYGRAŁAM NANOWRIMO 2014!

Koniec ogłoszenia parafialnego. 

Tak. Gdyż albowiem ponieważ że, napisałam 50 tysięcy słów. W tym miejscu chciałam bardzo, bardzo podziękować Siemomyśle za nieustającą i entuzjastyczną wiarę w moją grafomanię, Kruffie za potężną dawkę głasków w czasach kryzysu oraz Ulvowi za cierpliwe wychodzenie z Vistem i pompowanie mnie kawą, cobym mogła nakurwiać 24h na dobę bez żadnych przeszkód. Dziękuję również moim oskrzelom, które - tak, teraz wierzę, że to była interwencja Wielkiego Boga Grafomanii - bardzo wyraźnie powiedziały mi "pisz, nie pierdol".

Oczywiście, nie ma tak lekko: powieść jest jeszcze w proszku. Napisałam wymagane do wygrania minimum (50022 słowa, żeby być dokładną), ale to nadal daje mi 30 tysięcy słów do napisania, żeby mieć tekst mniej-więcej w całości. Mam na to cztery dni. Od rana liczę i kombinuję, jak to by rozegrać. Bo ja po prostu znam siebie. I doskonale wiem, że jeśli nie napiszę tego w listopadzie, to w grudniu odłożę ten tekst na później i nigdy do niego nie wrócę. Bo to już nie NaNo. To już nie to.

Tekst robi co chce z fabułą. Dziś na przykład dowiedziałam się bardzo dziwnych rzeczy o moich wampirach i o relacjach Lilith oraz Alareiksa. Nie przeczę, że ta koncepcja nawet mi się podoba i fajnie kontrastuje z tym, co myślałam o moich NaNoWampirach do tej pory. Zobaczymy, czy sprawdzi się w ostatecznej wersji tekstu.
Co by tu jeszcze... no tak, dziś dużo smęciłam. Ale to częściowo dlatego, że okrutnie się już spieszyłam i nie chciało mi się wymyślać nic większego. Smęciłam jak diabli. Walnęłam ekspozycję na kilka stron, a potem znów smęciłam. Potem dwójka bohaterów miała srodze dać sobie po pyskach, więc co zrobiłam? Stanęli przed sobą i zaczęli pierdolić głupoty. Bo czemu nie.
Ale oj tam, oj tam!

***

"Wkrótce staruszka została sama. Gdyby chciała, mogłaby jeszcze dojrzeć w ciemności oddalające się sylwetki – Savka z jednej strony i Fiachny z drugiej. Ale nie chciała. Westchnęła z mieszanką żalu i ulgi, po czym zatupała na śniegu dla rozruszania stawów. Chmury powoli się rozwiewały, a na niebie znów zapalały się gwiazdy – jak latarnie na ulicach Skjelettsmerter po zmroku.
Herja była sama.
Wreszcie spokojnie opadła na kolana i zapłakała."

6 komentarzy:

  1. <3
    Takie ogólne: wielkie i bijące, no. Gadaj se co chcesz, to jest dobra historia!
    I tak bardzo się cieszam, że pozwoliłam Ci się dogonić ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. No to nie chowam pompki do kawy, do czasu aż napiszesz całość ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorsze, że ja WIEM, że to da się zrobić. ;| 4 dni. W niedzielę mogę nakurwić pewnie nawet i 15k. W pozostałe dni pocisnąć po 5k dziennie... Do zrobienia. No i kombinuję. o.O

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętaj, że sobota odpada, bo Andrzejki ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam, ale nie odpada tak CAŁKIEM. Jeśli wstanę rano, to szybko odkurzę i zanim wrócisz z pracy... *liczy godzinki*

    Puff. Umrę. xD
    Ale korci. Miałam osobistego czelendża na 80k, noooo! :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupimy ciacho z czekoladą, będziesz miała zastrzyk cukru

    OdpowiedzUsuń