OH MAJ GAD.
Rano miałam jakieś mętne plany co do dzisiejszego pisania, ale nie bardzo w nie wierzyłam. A jednak - udało się! Naprawdę! Dogoniłam dziwkę kreskę! Napisałam dziś 4576 słów, a w ogólności - 36739. Minimum na dziś, żeby zdążyć do końca listopada było 36666. Wygrzebałam się z przeszło dziesięciotysięcznej zaległości. Co więcej, powoli próbuję ogarnąć się z fabułą. Wiem już, że brzydko schrzaniłam wampiry, bo czytelnik tak naprawdę dowie się o nich wszystkiego z opowieści innych postaci, niż z obserwacji samych wampirów. Ale trochę liczę na to, że w dalszym ciągu tekstu trochę to jeszcze ogarnę. Bo to raczej za duża rzecz i nie wierzę tutaj, że poprawi się w redakcji.
Z drugiej strony, mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Właśnie mam najważniejszy moment z Fiachną. Bardzo, bardzo chcę tego nie spierdolić. Nie wiem, jak będzie. Jeszcze dziś wieczorem albo jutro będzie chwila prawdy. Trochę panikuję.
Wprowadziłam dziś bohatera, o którym do tej pory nie pamiętałam. Potem poprawiłam mu imię, bo zerknęłam raz jeszcze do konspektu i okazało się, że przekręciłam. Próbuję uklepać gdzieś w tle coś w rodzaju wojny, ale wiadomo, jak mi takie rzeczy wychodzą... to znaczy NIE wychodzą. Cóż, mam nadzieję, że to będzie tak w tle, że nie będzie bardzo razić.
Byle ogarnąć Fiachnę...
No i ofkoz ciągle Rasmus mi się plącze po fabule, choć zupełnie nie ma w niej nic do roboty oprócz prowokowania niepotrzebnych retardacji. Wprowadza nieco rzewliwego patosu. Dla odmiany od mhrocznego patosu, który wprowadzają ennici i wampiry. Wspominałam, że to wygląda jak tekst pisany przez dwunastolatkę?
Przy okazji chyba częściowo naprawdę wygrzebałam się z dołka. Przynajmniej w kwestii socjalnej. To znaczy żeby nie było: nadal nie mam wielkiej ochoty siedzieć na NaNoForum, ale to już zwykła niechęć wynikająca z faktu, że jest to dla mnie miejsce totalnie niefunkcjonalne i czytanie każdego wątku jest zwyczajnie uciążliwe. Niemniej jestem w stanie rozmawiać z ludźmi o NaNo i mną nie trzącha przy tej okazji. To chyba dobry znak.
Nie zmienia to faktu, że to trudny rok. Bardzo trudny rok i nieustannie zastanawiam się, co zrobić, by przyszłoroczne NaNo jednak było bardziej udane.
***
"– Mówiłam ci, mój panie, że nic dobrego z tego nie wyniknie – zganiła go Herja, przemywając mu twarz wilgotną ściereczką.
Nie wyglądał na szczęście tak źle, jak się początkowo wydawało. Kiedy udało się zetrzeć błoto, pod spodem było tylko kilka kolorowych sińców i niewielkie rozcięcie łuku brwiowego. Zbryzgany krwią kaftan Rasmus trzymał w tej chwili na kolanach. Koszula nie była w dużo lepszym stanie, ale coś trzeba przecież nosić, nawet wiosną o poranku.
– Chyba straciłem ząb – zamarudził mężczyzna, robiąc zbolałą minę.
– Nieprawda – odparła Herja i po raz ostatni zmoczyła ściereczkę w lodowatej wodzie, by przetrzeć czoło pacjenta. – Może kawałek. To piątka, nie będzie widać."
Co z tego, że niepotrzebne Twoim zdaniem jak moim potrzebne bardzo! <3 :bag: Wiem, wiesz lepiej, bo to Twoja opowieść, ale i tak lubię Rasmusa :bag:
OdpowiedzUsuń