"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

czwartek, 20 listopada 2014

NaNo 2014 - Dzień 20

No dobrze, to dzień dwudziesty, tak? Tym razem naprawdę i bez oszustw z datami.
Na czym stoję? Desperacko gonię kreskę. Wedle NaNoLicznika, napisałam dziś 2817 słów, co uważam za prawdziwy sukces i chyba najbardziej spektakularny wynik tegorocznego NaNo, jeśli nie liczyć pierwszego dnia. Ogółem zbliżam się do trzydziestu tysięcy. Dystans do kreski dalej jest pokaźny, ale chyba troszkę - odrobinę - się zmniejsza. Mam taką nadzieję. Nie chciałabym jechać jakoś bardzo na styk, bo pod sam koniec miesiąca to może boleć.
Od dziś można zaklepywać wygrane - pojawiły się już w polskiej grupie NaNo pierwsze fioletowe paski z napisem "WINNER". Aż mi dziwnie - w normalnych warunkach powinnam na luzaku ten pasek już mieć. No ale trudno.
Znowu jechałam dialogami. Dialogi dobre. Dialogi szybkie.
Z Savka zupełnie niechcący zrobiłam Bukę. Naprawdę. Smutnego misia, który lgnie do ciepełka, ale jest odrzucany i mu zimno. Będę to musiała później wywalić, bo to był ten moment, w którym zdecydowanie przegięłam z rzewliwym emowaniem bohaterów.
Potem nie poprawiłam sytuacji, wrzucając potężną dawkę mhrocznego patosu ze śmiercią, bębnami i czarnym niebem. Gdyby jakaś analizatornia dorwała się do mojego tegorocznego NaNo, najprawdopodobniej uznałaby, że ten tekst napisała dwunastolatka. Prawdę mówiąc myślałam, że wyrosłam już z tego. A jednak nie. Cóż, NaNo wyzwala w człowieku takie rzeczy. Ale poprawi się w redakcji.
Fiachnę na razie położyłam, ale liczę na to, że w następnym rozdziale się za niego porządniej wezmę. Teraz jest tylko drugoplanowym statystą.
Oczywiście wspominałam, że pozbędę się wątku Rasmusa, prawda? No to w ramach tego pozbywania się, dzisiaj wrzuciłam kolejną retrospekcję. Bo czemu nie. Jeszcze, nie daj Jeżusiu, akcja by się posunęła jakkolwiek do przodu...

***
"– Obóz Enny! – Staruszka odrzuciła skóry, którymi była przykryta, i jęła gramolić się z łóżka. W ostatniej chwili jednak Savek się postawił i na powrót okrył Herję, delikatnie lecz stanowczo wymuszając na niej pozycję horyzontalną. Kobieta zdawała się tego nawet nie zauważać. Oddychając ciężko, podjęła: – Obóz Enny! Jesteście ennitami! – Klasnąwszy w dłonie z radości, wbiła roziskrzony wzrok w strop i westchnęła. – Udało się – szepnęła. – Naprawdę się udało. To cud. A miałam tu umrzeć.
– Dalej może pani tu umrzeć – wtrącił pragmatycznie Savek.
Herja posłała mu spojrzenie, w którym nagana nie bardzo zdołała przebić się przez ogólną szczęśliwość."

3 komentarze:

  1. Akcja do przodu! Pfff! Jakby o to chodziło w pisaniu!
    Najbardziej to się boję, że nie dasz mi tego takiego na surowo, tylko się uprzesz, że po redakcji... i tyle mnie ominie!

    OdpowiedzUsuń