Puff. Lecę dalej. Gdyby było odrobinę wcześniej, być może nawet napierałabym dziś na 50 tysięcy. Ale że nie jest, to ostatniego trzytysięcznika zostawiam na jutro. To mi da... no... cztery dni na 30 tysięcy słów, jeśli chciałabym skończyć w listopadzie powieść jako taką. Hura.
Relacje Savka i Herji - coraz bardziej patologiczne.
Relacje Sotirisa i Herji - wydaje mi się, że zdecydowanie za mało patologiczne, jeśli wziąć pod uwagę ich wspólną przeszłość.
Relacje Rasmusa i Herji - za bardzo nie wiem, ten wątek naprawdę do niczego nie prowadzi.
Relacje Fiachny i Herji - cholernie dużo angstu, ale gdzieś wśród niego kluje mi się chyba jakieś przywiązanie. Sama nie wiem do końca.
A może by pojechać na wakacje do Szwecji zmienić tytuł na Herja i mężczyźni? Przynajmniej będzie wiadomo, czego oczekiwać: rzewliwej obyczajówki. Mam moralniaka, że oszukuję czytelnika.
Ale dziś na przykład dowiedziałam się, że Enna Rudy miał brata. Serio. Pisanie sześciu stron dialogów bywa czasem pouczające.
***
"– Czy tak jest cały czas?
– To znaczy? – zdziwiła się staruszka.
– Cisza wwiercająca się w głowę. Zimno oblepiające rozerwany strzęp umysłu. Tak jest cały czas? – doprecyzował mag.
Herja opuściła głowę i zastanowiła się.
– Może – powiedziała w końcu, cicho i powoli. – Tacy się rodzimy i tak żyjemy aż do śmierci. Może po prostu się przyzwyczajamy.
– Jak można do tego się przyzwyczaić? W każdej sekundzie musimy się kontrolować, żeby nie zacząć wyć, wydrapując sobie mięso z czaszki.
– Można. – Herja uśmiechnęła się blado. – Do wszystkiego można się przyzwyczaić, kochany. Gdybyś nie znał innego życia, nawet byś nie wiedział, że coś jest nie w porządku.
– Ale to… to boli. Was to nie boli? Nie zaciskacie zębów z rozpaczy?
– Czasami. – Staruszka pokiwała głową, choć nie była pewna, czy ennita to zobaczy. – Czasami też krzyczymy, kiedy nikt nie słyszy. I płaczemy, kiedy nikt nie widzi.
– A więc jednak.
– Tak. – Herja zrobiła krótką pauzę, po czym wreszcie dodała: – Czasami."
Ale za to tak bardzo. Bardziej. Bo do czegoś co trwa caaaaałyyyyy czas się idzie przyzwyczaić...
OdpowiedzUsuńPS. Nie czuję się oszukana :D