No i tak: dzisiejsza norma: 1702 słowa. No dobra, 1707 słów. Bo najpierw usunęłam 32 i potem dopisywałam, bo się okazało, że się nie kalkuluje jak trzeba. W każdym razie finalnie mam 23717 słów, no.
Znowu się bili. Nie ogarniam tych bohaterów, serio. Norma bez co najmniej jednego mordobicia normą straconą? Co to ma być? Ja jestem od chmur i głupich dialogów, no. Wysłałam bohaterów grzecznie do baru, gdzie mieli trochę porozpytywać, pokręcić się i wrócić do siebie. Nie, oczywiście musieli władować się w bitkę. Położyłam ich spać - nie minął jeden akapit, jak już skaczą sobie z jakimiś randomowymi ciulami do gardeł.
Ech, ech.
To jest naprawdę dziwne NaNo.
No ale dzięki temu wszystkiemu jest pewna szansa, że jutro wreszcie mi wylądują na planecie...
I w ogóle, to miałam dziś jakieś szalone tempo i to bardzo dobrze, bo miałam też naprawdę mało czasu. Jak widać, ekscesy pijanej nastolatki i jedno małe mordobicie całkiem skutecznie są w stanie wypełnić dzienną normę.
***
"– Nabroiłaś? – Filip z trudem powstrzymał się, by nie wybuchnąć śmiechem. – Dziecko, jak będziesz starsza, to ci opowiem, co zrobiłem, kiedy schlałem się pierwszy raz.
– Gadałam bzdury! I generał się bił!
– Daj spokój. On to lubi."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz