"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

poniedziałek, 2 listopada 2015

NaNo 2015 - Dzień 2

Dzień drugi. Dzisiejsza statystyka: 2121 słów.
Skończyłam opowiadanie - nie jest zbyt długie, ale to raczej coś w rodzaju prologu, więc nie było sensu rozwlekać. Trochę się pobawiłam w ciskanie moimi bohaterami po ścianach Pięknej Teodory i ot, wystarczy.
Póki co (ok, ok, minęły dwa dni i trochę za szybko na takie deklaracje, ale kij tam) nawet trochę mnie bawi wyduszanie z siebie tych słów. Choć jestem z nich szalenie niezadowolona, ale po prostu mam radochę z przebywania z moimi bohaterami. Oczywiście, zdążyłam już polubić Filipa. W sumie mogłam się tego spodziewać.
W każdym razie póki co jest cukierkowo, radośnie i z zerowym napięciem. Może to się zmieni w przyszłych opowiadaniach.
Ale nie na pewno.

***

"– Damy sobie z tym radę – warknął Il Destino, po czym gestem nakazał doktorowi przejście do kotłowni, sam zaś szarpnął za dźwignię wysoko na ścianie, na co ta rozsunęła się, ujawniając potężne koło zamachowe. Generał zakręcił korbą – koło poszło w ruch, a gdzieś wewnątrz poszycia Pięknej Teodory rozległ się zgrzyt dalszych części mechanizmu.
Na zewnątrz rozchyliła się kopulasta pokrywa, pod którą skrywało się działko o lejowato zakończonej lufie. Przez moment jakby szukała celu, w końcu jednak obróciła się w stronę nadciągającej lawiny i zadrżała w bezgłośnym pomruku, kiedy pocisk łagodnie lądował w swoim łożysku.
Wtem działko splunęło lśniącym kawałkiem ołowiu, Piękną Teodorą szarpnęło w tył, a załoga straciła równowagę. Pocisk poszybował bez pośpiechu na spotkanie mknących odłamków skał.
– Co się stało?! – wykrzyknął Filip, gramoląc się na nogi i wpadając do maszynowni. Il Destino przez chwilę zachowywał ponure milczenie, kiedy zbierał się z kąta pod konsolą, w końcu jednak prychnął i łypnął na obraz wyświetlający się powyżej.
– Coś jest nie tak. Za duży odrzut – zawibrował jego niski, głęboki głos.
– Nie testowałeś tego?
– Oczywiście, że testowałem! – ryknął generał. Spróbował wystrzelić raz jeszcze, jednakże z podobnym efektem. Kiedy już wszyscy pozbierali się z podłogi, a poobijana Luciana zaczęła głośno jęczeć, di Taverna postanowił zmienić strategię"

1 komentarz: