"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

piątek, 6 listopada 2015

NaNo 2015 - Dzień 6

Hm. Prawdę mówiąc dopiero przy wybieraniu fragmentu na fajk uświadamiam sobie, jak bardzo bredzę w tych normach. Nagle się okazuje, że nie mam niczego, co dałoby się przeczytać bez zgrzytania zębami i co jednocześnie nie byłoby okropnym spoilem.
Bardzo cierpię na brak czasu. W ogóle bardzo widać zmęczenie materiału, w sensie mnie, bo im bliżej końca tygodnia, tym bardziej wymuszam w sobie te normy, jadąc ciągle na minimum, czyli dziś: 1679 słów. Łącznie mam 15107, co jest generalnie wynikiem nie najgorszym, acz mogłoby być dużo lepiej.
Nie mam pojęcia, o co mi chodzi, ale to opko to akcja za akcją. Pościgi, walki, znów pościgi... Jeszcze na serio dojdzie do tego, że będą te cholerne wybuchy. A ja przecież tak nie umiem. Moje walki wyglądają jak opis gry w szachy. Wróć, w opisie gry w szachy może być napięcie - wiem, bo czytałam Ród Emila Strzeszewskiego i tam było sporo o szachach...
W każdym razie jest jak jest. Lepiej nie będzie.
Może w weekend trochę odeśpię, to będę mogła ułożyć sobie, co w ogóle chcę pisać w kilku kolejnych normach...

***
"Luciana czuła się niezgrabnie. Widząc, jak porusza się Alfr, który idąc nie trącił ani jednego źdźbła trawy niepotrzebnie, boleśnie odczuwała fakt, że zostawia za sobą wyraźny, wydeptany ślad, że przygina gałązki pobliskich zarośli, strąca z nich wodę i, przede wszystkim, przerażająco dyszy. Na jej policzki wypełzł rumieniec ni to zmęczenia, ni to wstydu."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz