Trochę smutek, bo dzisiejszego bezkonkurencyjnie mojego ulubionego fajka zużyłam na fejsie. No cóż - trudno.
W każdym razie wydusiłam dziś z siebie 1687 słów, co dało mi łączny wynik 25404 słów. Czyli przekroczyłam połowę - i, żeby nie było, tym samym zrobiłam jakiegośtam NaNoAchievementa.
W dużej mierze dzisiejsza norma to ogromna zapchajdziura, bo spektakularnie nie miałam pomysłu, co się ma dziać. Oczywiście, bohaterowie postanowili mi się pobić, bo przecież to jestem ja i uznałam, że dobrym pomysłem po ostatnim mordobiciu będzie wsadzić ich wszystkich do jednej celi w areszcie... Na serio, dobrze, że nie działam w służbach porządkowych...
No w każdym razie napisałam, pobiłam, większość normy to durne, nic niewnoszące dialogi. Liczę na to, że jutro będzie lepiej. I że dziś było tak źle wyłącznie dla zrównoważenia wczorajszego cugu, a nie dlatego, że mi się materiał wyczerpał czy coś.
***
"Szum opon na asfalcie był na swój sposób hipnotyzujący: dla nienawykłych do takiej rzeczywistości przybyszów stanowiło tajemnicę, z której strony i z jaką prędkością nadciągnie pojazd, by ryknąć klaksonem i zniknąć za najbliższym zakrętem."
I tak stoją jak te surykatki i wypatrują...
OdpowiedzUsuńc[_____]!
Lubię ich <3