Nie było lekko, podstawową normę ledwo z siebie wydusiłam, ale potem uznałam, że chcę mieć pełne 44 tysiące słów, więc dopełniłam ją o czterysta słów, tak że w sumie napisałam dziś 2014 słów. Z jednej strony: korci jeszcze tysiąc i miałabym okrągłe 45. Z drugiej: liczba 44 jest równie piękna, a mi się nigdzie nie spieszy.
Kontynuowałam dziś opowiadanie o elfach. Większość normy to gigantyczny dialog, a pod koniec uznałam, że już nie mogę dłużej odwlekać tego, co nieuniknione: ataku na miasto. No więc zaatakowałam je. Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że nie mam pojęcia, kto czym walczy, nie mam obmyślonej żadnej technologii, określonego poziomu rozwoju cywilizacyjnego ani nic. No więc improwizowałam sobie radośnie, uznając, że chyba jak będą wybuchy, piu piu i wiuuuu, to na pewno będzie w porządku. Kiedy już wyczerpałam wszystkie znane mi wariacje na temat piu piu, w desperacji wpadłam na pomysł: "Wiem! Dowalę im magię!" - no i wrzuciłam maga. Nie wiem, co on tam robi. Nie wiem, skąd się wziął. Łotewah.
Wspominałam, że nie mam pojęcia, co ja piszę?
***
"Chłopiec tymczasem padł na kolana i przez chwilę ciężko dyszał. Poparzona skóra na dłoniach piekła tak, że antymagiczna pasta nie była w stanie tego stłumić."
Ale na magię masz antidotum! To wróży równowagę :D
OdpowiedzUsuńPowiedzmy, że mam. Powstało na zasadzie "kaman, potrzebny mi przymiotnik do tego rzeczownika!" xDDD
UsuńDoskonała metoda!
Usuń