Piszę. Cóż, muszę przyznać, że to więcej, niż robiłam dokładnie rok temu - sprawdziłam sobie stare wpisy i wyszło mi, że wtedy raczej rżnęłam w WoWa, a nie bawiłam się w pisanie. No ale rok temu plułam hejtem na pisany tekst. Po prostu nie dałam rady.
W tym roku wciąż się bawię, choć nie mam pojęcia, co ja wyprawiam. Dziś w pakiecie: spektakularna ucieczka i kolejne mordobicie. A ja wciąż nie umiem w akcję, więc ten... wiadomo, czego się spodziewać. Wszystko dzieje się ślamazarnie, nie umiem opisać, no i brak klimatu. Ale jest podkurwiony Savio.
Znaczy ten - dziś udało mi się popełnić 1673 słowa, co daje mi łącznie 29011 słów. Pewnie mogłoby być więcej, gdyby nie fakt, że po pracy siadłam i bezczelnie oglądałam recki Nostalgia Critica, totalnie zapominając, że przecież wisi nade mną norma. I powiem, że taka błoga bezczynność była mi wielce miła.
Chyba powoli następuje listopadowe zmęczenie. Cóż - trzeba jakoś przetrzymać.
Grunt, że mam Borysa, prawda...?
Grunt, że mam Borysa, prawda...?
***
"Wtem usłyszeli chlupot i krzyki – bliżej niż by chcieli.
– Zeszli z ulicy – syknął z irytacją Borys. – Mają nas.
– Po moim trupie – warknął Il Destino i, nim przewodnik czy ktokolwiek inny zdołał go powstrzymać, wystartował do przodu, w stronę, z której dochodziły dźwięki.
Wkrótce rozległ się łoskot i jęk."
Żałobnej nuty dźwięk...
OdpowiedzUsuńNie wnikaj...