![]() |
| (źródło) |
Udało mi się normę. A nawet 1713 słów. Mam w sumie idealnie równo 42000 słów. Nie miałam dziś ambicji na więcej.
Kontynuuję zaczęte wczoraj opowiadanie o elfach. Ma póki co raptem z trzy strony, a już jest zupełnie nie o tym, o czym miało być pierwotnie. Z drugiej strony, nie mogę jakoś z przekonaniem powiedzieć, że mój początkowy plan był lepszy. Myślę, że tekst może sam wie lepiej, o czym chce być napisany...? Tej wersji będę się trzymać.
Miałam dziś w ogóle trochę szok po ostatnich trzech dniach, gdzie jednak wstawałam sobie i mogłam praktycznie iść prościutko do klawiatury. Tymczasem dziś jakaś praca, jakieś coś, w ogóle człowieki, poniedziałku, czego wy ode mnie chcecie...?
Kontynuując mroczne wyznania: chyba najbardziej zaskakującym mnie samą cameo do tej pory był Oskar. Ani przez mgnienie oka nie myślałam, że mogłabym go gdziekolwiek wciskać - a jednak. Pojawiło się miejsce i od razu zobaczyłam w nim jego. To nie tak, że mam słabość do blaszaków... ok, ok, proszę mi nie wypominać HALa. Ani Borg. No dobra, może trochę mam. Ale Oskar to naprawdę niesamowita, zapadająca w pamięć postać, która na równi wkurza i wzbudza sympatię (a trzeba tu nadmienić, że wkurza ponad wszelkie wyobrażenie!). Jeśli ktokolwiek zasługuje na cameo, to właśnie Oskar - choć zapewne na dużo lepsze od mojego, no ale może kiedyś. Jak się naumiem w pisanie.
***
"W miejscu, gdzie wulkaniczne pasma schodziły się w dolinę, a potoki tworzyły rozległą deltę, która następnie leniwie wpadała do rozgrzanego morza, w poświacie niebieskawej kopuły, wznosiło się miasto – jego strzeliste iglice oplatały porosty, na tarasach zieleniły się korony drzew, z balkonów spływały kaskady kwiatów. Białe mury tonęły w zieleni ogrodów i altanek."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz