"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

sobota, 14 listopada 2015

NaNo 2015 - Dzień 14

(źródło)
No dobrze. Dziś było lepiej. Dziś strzeliłam 5025 słów, dobijając tym samym do ogólnego wyniku 38053 słów. Nadrobiłam trzy normy, co daje mi pewną swobodę w związku z jutrzejszym dniem. A dziś... dziś może nawet taka będę i w końcu obejrzę sobie film, o! Bo obiecuję to sobie od jakichś dwóch tygodni.
Dziś poszłam o jeden level dalej w bzdurzeniu o rzeczach, o których nie mam pojęcia, toteż zamiast dawać sobie po pyskach, bohaterowie biorą udział w bitwie w kosmosach. Wiecie, okręty i tak dalej.
Plus coś, co było totalnie silniejsze ode mnie - dorzucenie cameo Siemowego Drapieżnego. Cóż poradzę, że to jeden z moich ulubionych bohaterów "Niezatapialnej"? (o której, mam nadzieję, wszyscy jeszcze nie raz usłyszymy)
W ogóle robiłam dziś brzydkie rzeczy Pięknej Teodorze, ale już chyba skończyłam i teraz będzie dobrze. I ogólnie myślę, że to opko - choć jeszcze nieskończone - ma szansę wypaść jednak dużo lepiej od tego poprzedniego. Myślę, że po prostu je lepiej czuję i już, no. Zresztą, wszystko się okaże w praniu.

I w ogóle, to takie postanowienie: zaczynam ujawnianie mych mrocznych fancastów i takich tam - wiecie, całego tego grafomańskiego zaplecza. Na pierwszy ogień idzie Filip. Wbrew pozorom, choć jest doktorem, nie jest to cameo McCoya (nope, to innym razem...). Tym razem padło na Johna Hoyta, czyli odtwórcę - oprócz wielu innych ról - doktora Philipa Boyce'a. Bo czasem człowiek potrzebuje barmana, a nie lekarza. :)

***

"– Spotkaliście go, prawda? – zapytał smętnie. Nie doczekał się odpowiedzi, ale też wcale na nią specjalnie nie liczył. – Obawiam się, że w innych warsztatach nie znaleźlibyście lepszej obsługi.
– Co tu się dzieje? – ponaglił go Borys, przycupnąwszy na skrzynce z narzędziami.
– To już nie ten świat, co siedemdziesiąt lat temu – westchnął mechanik. – Odkąd nasycenie energii kryształów wyzwoliło pierwsze iskry, wszystko stanęło na głowie.
– Jaśniej – zażądał generał, stojąc jak cień nad mechanikiem. Ten wstał, wytarł ręce o spodnie i podjął:
– Nazywam się Fritz. Całe życie pracuję u Starego Katza. Na początku było normalnie. A potem nadszedł Dzień Techne."

1 komentarz:

  1. I jeeeeeest! Stary Katz jeeeeeeest! <3 Och, jakie to piękne wszystko!

    OdpowiedzUsuń