Dzisiejsza statystka: 2050 słów. Jestem totalnie zadowolona. Nawet jeśli nie jestem szczególnie dumna z tych fragmentów, to dwóch tysięcy słów nie sposób przecenić, kiedy pisze się NaNo.
Myślę, że w dzisiejszym fragmencie zawarłam pierwszy headdesk w historii tego settingu.
Zawarłam też wiele rynsztoka.
No i zaczęłam kolejny rozdział, który nie wiem, z której strony ugryźć. Ale może jak się z tym prześpię, to coś mi się objawi. A ponieważ jest taka godzina, która jest, to tym bardziej idę spać.
***
"Błękitny blask Łapaczy na horyzoncie przepełnił Fiachnę mieszanką nadziei i lęku. Mężczyzna przyspieszył i dopóty brnął przez śnieg w stronę Enny, dopóki nie zobaczył ich tuż przed sobą, jak prą nieco pochyleni do przodu, ze zmęczeniem odmalowanym na skupionych, ponurych twarzach.
Mag chciał się odezwać, ale głos ugrzązł mu w gardle.
Widział ich – naprawdę ich widział. Mężczyzn w różnym wieku, o rozmaitych obliczach. Każdy miał po dwie ręce i dwie nogi i gdyby chciał, być może mógłby poruszać nimi niezależnie od reszty drużyny. Ale nie chciał – nie potafił chcieć. Enna wędrował przed siebie, a jego wszystkie nogi poruszały się w jednym rytmie. Choć oczy miały różne kształty i kolory, patrzyły przed siebie tym samym wzrokiem.
Fiachnie przebiegł dreszcz po plecach. Patrzył na tych, z którymi jeszcze niedawno stanowił jedność, i wydawali mu się tak bardzo obcy. Ich myśli nie byli jego myślami, a ich cele – jego celami. Nie wiedział nawet, dokąd idą.
– Pozdrowienia – odezwał się w końcu, starając się, by jego głos zabrzmiał mocno i zdecydowanie.
Grupa zatrzymała się i kilku ennitów spojrzało na Fiachnę, zmarszczywszy czoła. W końcu któryś z magów odezwał się:
– Znamy cię. Jesteś nami."
O rany.
OdpowiedzUsuń*otwiera usta*
*zamyka usta*
Wszystko w tym jest dobre.