Zabije mnie to NaNo. Zabije mnie, ale ja je rozkurwię w drabiazgi i nie ma mowy, żebym odpadła. Nie teraz. Nie dziś, kiedy wreszcie zjadłam cholerny szósty rozdział. Mój nieszczęsny rozdział o wampirach.
Wiecie, wampiry to naprawdę trudny temat. Wyeksploatowany przez twórców od setek lat. Jak się tego tematu nie ugryzie, będzie źle. Nie wiem, jak wypadły te moje. Mi się nawet podobają... no ale mi się podoba Sotiris, a wcale nie powinien.
Ale mi się podobają wszyscy bohaterowie, których tworzę. Taki mój defekt, na który nic nie poradzę. Nawet jeśli początkowo są mi obojętni, pojawiają się, dostają jakiś tam opis, odzywają się... i ja przepadłam.
En(n)yłej. Brakujący rozdział ogarnięty - tak mniej-więcej, wiadomo. Poprawi się w redakcji. Nie wiem, czy nie powinnam napisać czegoś więcej o Wesołej Wojnie. Bo ona jest niejasna. Z drugiej strony, Wesoła Wojna nie jest tematem. Może jakoś podprogowo spróbuję ją objaśnić w kolejnych retrospekcjach, nie wiem.
Z dzisiejszego dnia jestem dość zadowolona. Jasne, 2026 słów wygląda dość żenująco, jeśli wziąć pod uwagę, że piszę od rana i mam cały dzień wolny. Powinnam mieć jakieś trzy razy tyle. Ale jak dla mnie w tym roku - to i tak zadowalający wynik. Załatałam dziurę, która kładła się upierdliwym cieniem w mojej mózgoczaszce. Teraz próbuję pisać dalej.
***
"– Nie zgadzam się.
– Dlaczego? – Enna zdawał się urażony. On sam był wciąż dumny ze swojego pomysłu.
– Bo chcesz skazać pięćdziesięciu czterech ludzi śmierć.
– Nieprawda!
– Czy ty w ogóle wiesz, jak dokładnie działa Rój? – Fiachna chciał huknąć na brata i wyrżnąć pięścią w stół, powstrzymał się jednak. Wiedział, że furia nie przyniesie niczego dobrego. Wstał więc tylko i jął przechadzać się nerwowo w tę i z powrotem po pokoju, między kamiennymi, zimnymi ścianami. – To nie tak, że twoja jaźń wpada w gości do kogoś, a potem zabiera grabki i idzie do innej piaskownicy. Przecież właściciele ciał, które wejdą do roju, muszą umrzeć. Oni już nie wrócą, nigdy. I nie wiadomo, czy ty byś wrócił.
– Nie mówię, że to byłbym ja! – zaoponował gwałtownie Enna.
Fiachna zatrzymał się i uśmiechnął chłodno.
– To byłbyś ty – parsknął ni to z drwiną, ni to z politowaniem. – I dobrze o tym wiesz. Żaden z nas nie zaoponuje, jeśli taki będzie rozkaz.
– Ty właśnie protestujesz. Każdy może to zrobić. Ja tylko mam pomysł, jego realizacja to sprawa do omówienia.
– Protestuję, bo jesteś moim bratem. Ale nie sprzeciwię się rozkazowi Enny Rudego, wielkiego przywódcy z północy."
Tak bardzo słyszę ton, jakim Fiachna mówi ostatnie zdanie. Tak samo pewnie mogłoby brzmieć "spierdalaj".
OdpowiedzUsuńWielbię ich obu i widzę gifa :bag: To dobry gif.
To ważne słowa. <3 Dla mnie ważne, bo ich obu fangirluję :bag:
UsuńDobry fajk, dobry... Nie pierwszy raz odnoszę wrażenie, że Enna nie do końca ogarnia, na czym polega koncept wodza ;)
OdpowiedzUsuńCóż, Enna... ja go tak naprawdę cały czas poznaję :bag: I tak, on... no, trochę nie ogarnia pewnych rzeczy :bag: Z drugiej strony, nie tylko on. To chyba bolączka wszystkich bohaterów "Szeptów". xD
Usuń