Wchodzę trochę w fazę "wierzę wbrew nadziei", no ale próbuję pisać dalej. Dziś udało mi się wycisnąć z siebie 1107 słów. Herja ma jakieś dziwne fazy i trochę nie ogarniam tej kobiety, ale fabuła nadal się posuwa do przodu! To naprawdę niezwykłe jak dla mnie! I widzę światełko w tunelu - to znaczy gdzieś zaczyna mi majaczyć koniec tego rozdziału. Męczy mnie on mocno, bo mam tu jedną postać tak naprawdę. Owszem, nadrabiam retrospekcjami i takimi tam różnymi, ale generalnie to wymusza zdecydowanie za dużo narracji i za mało dialogów jak na moje możliwości.
Bardzo, bardzo bym chciała skończyć jutro ten rozdział i przejść do tego, gdzie będzie nieco liczniejsze towarzystwo. No ale zobaczy się.
***
"– Nie zabijesz mnie? – odważyła się wreszcie zapytać Herja. Odpowiedział jej przytłumiony mgłą śmiech.
– Nie – odparł po chwili mężczyzna. – Ale niedługo sama się zabijesz. Wiesz-
– Wiem.
Coś w kobiecinie pękło. Przygryzła wargę i zacisnęła palce na murku, aż zbielały jej knykcie. Oczywiście, że domyślała się, co on miał powiedzieć za chwilę: „Wiesz, w twoim wieku nie wolno się tak forsować”. I nagle Herji zrobiło się przykro jak nigdy. Nie chciała już płakać ani na nikogo krzyczeć. Po prostu miała ochotę wrócić do swojego zaułka, zawinąć się w koc i przespać resztę tego smętnego życia, jakie jej zostało. Nawet on. Nawet on musiał pójść w ten ton! A przecież ona by dla niego wszystko…! Ona była tutaj dla niego!
– Jesteś niemądra – oznajmił jej po krótkiej chwili milczenia rozmówca. – Przerwałaś mi, a przecież nie masz pojęcia, co chciałem powiedzieć."
<3
OdpowiedzUsuńNieprawda, ona wie lepiej, zawsze wiemy lepiej, a potem jest nam głupio...
:bag:
<3