Miałam co prawda parę ładnych dni przestoju, ale myślę, że koniec z tym. Pierogi ugotowane, babeczki upieczone, Enterprise sklejony, mogę się zająć różnymi kreatywnymi grafomaństwami. Z zacieszów dnia dzisiejszego: zaczęłam obmyślać nieco konkretniej strukturę kolei Planety-Matki. W sensie klasy pociągów i takie tam. Owszem, jest to coś, co w większości wcale nie pojawi się w tekście. Ale mi to wisi, jaram się i tak.
Być może dziś coś jeszcze będę pisała, ale fragment na fajka już w sumie mam i nie ma się co powstrzymywać, o.
***
Spowita szarym całunem planeta zdążyła się już nieco przesunąć i na powrót odsłoniła lokalną gwiazdę – ta rzuciła oślepiający blask na tory i cały księżyc, którego powierzchnia roziskrzyła się miriadami pomarańczowo-błękitnych lśnień. Botree nigdy nie widział czegoś takiego. Nie umiał powiedzieć, jaka materia pokrywa ten glob, ale miał pewność, że to minerał, którego nie znają mieszkańcy innych rejonów galaktyki.Wśród tego różnokolorowego, migotliwego blasku kapitan dotarł do zwrotnicy. Ze zgrzytem zahamował Piękną Teodorę i wdusił przycisk radiostacji.
– Tu pociąg klasy tableegh I. Proszę o pozwolenie na zjazd do doku. Mamy uszkodzoną tylną oś lokomotywy, cała maszyna wymaga naoliwienia i odpoczynku.
W eterze rozległo się kilka zgrzytów, ale w końcu jakiś głos odpowiedział łamaną koine:
– Nie ma pozwolenia. Wraca, z którędy przyszedł. Nie mamy miejsca.
Botree zgrzytnął zębami i zacisnął dłonie na krawędzi pulpitu, ale brnął dalej:
– Tu pociąg klasy tableegh I. Maszyna potrzebuje remontu. Status żółty.
– Przykro – odpowiedział od razu głos. – Kwarantanna.
– Status czerwony! – syknął kapitan, z ledwością powstrzymując się od grzmotnięcia pięścią w konsolę.
Przez moment w eterze rozbrzmiewała trzeszcząca cisza. Wkrótce znajomy głos odezwał się ponownie, tym razem powoli i dokładnie cedząc słowa:
– Wiecie, oczywiście, co grozi za fałszywe podanie statusu i wymuszenie lądowania?
– Wiemy, oczywiście – odwarknął Botree.
– Co ty wyprawiasz? Przecież będzie inspekcja – szepnęła Dahya, łapiąc kapitana za ramię. Dowódca strząsnął jej dłoń i fuknął pogardliwie.
– Niech sobie będzie. Wszystko im udowodnię – prychnął.
– Status czerwony? – zapytała z powątpiewaniem nawigator.
– Fioletowy w żółte ciapki też im, kurwa, udowodnię. Musimy wylądować. Piękna Teodora musi odpocząć, tylko to się teraz liczy.
<3 <3 <3
OdpowiedzUsuńKreatywnie powiem: KOCHAM KAPITANA!
I jeszcze: JARAM SIĘ!