"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Pierwszy fajk uzupełniający "A ono się pali!" - 833 sowy

No dobra, nie zrobiłam tego, co miałam zrobić. Termin minął dawno temu, nawet tu nie zajrzałam. Nie jest tak, że zapomniałam o czelendżu - gnębi mnie jako narastający wyrzut sumienia. Po prostu nie mogę się zebrać.
ALE za to zebrałam się do czegoś o wiele dla mnie ważniejszego - wreszcie. Z zaledwie czteromiesięcznym poślizgiem.

NaNoWriMo 2013. Jeden rozdział z dwunastu wymaga wywalenia w - nomen omen - kosmos. I napisania od nowa. W innym miejscu fabuły. Będzie więcej kosmosu, więcej Pięknej Teodory, a mniej badziewia na Ziemi. przynajmniej taki jest plan.

No więc zaczęłam dziś pisać ten nowy rozdział. Będzie rozdziałem szóstym, zdaje się. I wyszedł mi póki co wyjątkowo mało fajkliwy, bo albo gadanie, albo rozterki wewnętrzne, no ale trudno. Fajk i tak będzie. Bo obiecany.

***

"Coraz cięższy oddech Pięknej Teodory poważnie już niepokoił kapitana. Nie tłumaczył tego swojej niewydarzonej załodze, ale lokomotywa nigdy jeszcze nie była na tak długim kursie pchana do przodu wyłącznie siłą spalanych kryształów. Powinna móc odetchnąć, sunąc pokojnie po torach. Potrzebny był jakiś dworzec, na którym Piękna Teodora by odpoczęła, ostygła. Piec przecież nagrzał się do białości – a jego temperatura wciąż rosła.
– Nie dają ci wytchnąć – mruknął Botree, otwierając drzwiczki. Żar, który buchnął ze środka, momentalnie wypełnił całą kotłownię. Przezroczyste tworzywo, z którego wykonane były okna, zatrzeszczało od nagłej różnicy temperatur. Z jednej strony nadymało się od palącego oddechu pieca, z drugiej zaś sztywniało w obliczu mrozu kosmicznej pustki. Gdyby Botree nieco krócej podróżował Piękną Teodorą, w chwilach takich jak ta obawiałby się, że wszystkie wizjery strzelą w nagłej eksplozji materiału, a lokomotywę rozerwie na strzępy.
Ale choć tak drastycznego scenariusza raczej nie przewidywał, jej zadyszka wciąż pozostawała problematyczna."

4 komentarze:

  1. c\_/!!
    :D

    Jak ja bardzo czekam, by powąchać! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, jakim cudem i w wyniku jakich zawirowań czasowo-przestrzennych, ale oni są ze sobą spokrewnieni - Botree i Mawr <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Komcie! \o/

    Siem - daj mi jakiś tydzień :) Jak teraz o tym myślę, to chyba najtrudniej było zacząć. Perspektywa dzisiejszej normy mnie już aż tak nie przytłacza. :)

    Krffo - wizja szalona i nierealna, ale w sumie... xDDD Znaczy wiem, powielam bohaterów - nie ma się z czego cieszyć w sumie... *wdziewa torbę* Z drugiej strony, jest to dla mnie zaskoczenie pewne, że podobieństwo poszło w tę stronę :D Cały czas się bałam, że Botree wyjdzie na dalekiego kuzyna Yvo. xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tam, oj tam, powiela :P Każdy ma swoje typy bohaterów i nie ma co się przed tym bronić, zwłaszcza jeśli są fajni :D I opcje są dwie - albo idziesz w któryś z typów, albo w jego zaprzeczenie, nie? ;)

    OdpowiedzUsuń