Tak. Zdecydowanie do dzisiejszej normy miałam jakoś lepsze podejście niż do wczorajszej. Nie znaczy to, że jestem z niej bardziej zadowolona - niestety, musiałam mieć element AKCJI. Brr. Okrutni ludzie, co wymyślili opisywanie akcji. Ale prawie nie mogę się doczekać jutra, kiedy przejdę do meritum tego rozdziału. I w ogóle, zdałam sobie sprawę, że ten rozdział mi się bardzo przyda, żeby pewne sprawy w rozdziałach późniejszych nie pojawiały się tak znikąd. Mwahaha!
***
"Botree powoli zbierał się z podłogi. Zmierzwione, płomiennorude włosy na pierwszy rzut oka wyglądały, jakby kapitan rzeczywiście stanął w ogniu. Szponiastymi paznokciami szorował po podłodze, ale wciąż nie mógł stanąć na nogi.
– Radzisz sobie? – zapytał Lahn, układając Dahyę na fotelu.
Botree wyparskał pod nosem kilka przekleństw, ale niechętnie skinął głową.
– Skąd to się wzięło? – zapytał po chwili chrapliwie. – Nie było tego wcześniej. Przecież byśmy, kurwa, zauważyli.
Porucznik wzruszył ramionami.
– Dość tego – oznajmił kapitan, ostatecznie się podnosząc i ruszając do kotłowni. – Nie po to wyprowadziłem Piękną Teodorę z Planety-Matki, żeby spotykały ją takie rzeczy. Nie zgadzam się.
Dalszą część monologu stłumiło gwałtowne zamknięcie drzwi, po chwili jednak Lahn poczuł, jak pociąg drży od dodatkowej mocy kryształów. Otwierając okiennice porucznik zauważył, że drobiny kosmicznego miału, który został po kolizjach, zaczęły żwawiej przemykać za oknami. Zaraz też oślepił go blask niedalekiej gwiazdy, która śmignęła, by skryć się za jakąś planetą.
Skręcali."
*zakwik uciechy* :D <3
OdpowiedzUsuńPopieram Kapitana! TYŻ SIĘ NIE ZGADZAM!
OdpowiedzUsuń<3