"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

sobota, 30 maja 2015

"Splątek" - notatki z redakcji 03

Dawno mnie tu nie było. Ale nie szkodzi. Wciąż żyję i wciąż działam. Po prostu idzie trochę wolniej niż zamierzałam - ale okazało się, że w tygodniu kompletnie nie mam czasu na zabawę w redakcję, toteż podzieliłam sobie czas w ten sposób: od poniedziałku do piątku skupiam się na czytaniu, a w weekendy - piszę i redaguję. No i w ten sposób dobiłam już do połowy "Splątka".
Jakoś to idzie.
Myślałam, że usunięcie Frankiego będzie bez porównania łatwiejsze, a tymczasem okazuje się, że chyba w tej redakcji wcale nie uda mi się tego zrobić. Na razie poprawiam inne rzeczy, a na Frankiego pewnie będę musiała przeznaczyć zupełnie oddzielną redakcję po prostu.
Nie zmienia to faktu, że w czerwcu chcę mieć ten tekst ogarnięty.

No i tak zupełnie przy okazji, w ramach ciekawostki - jak wygląda początek tekstu po redakcji (czerwone i niebieskie to poprawki - różne kolory ze względu na używanie różnych komputerów):




***
"Małomira nie od razu odpowiedziała. Powoli, niemal dostojnie, osuszyła szkło, po czym kciukiem potarła się po oku. Widać było, że celowo zwleka.
– Pamiętasz nasze ostatnie rozmowy? – zapytała w końcu.
– Pamiętam.
– Zaraza, spisek, wojna… Pewnie wiesz, że na pustyni ciągle starałam się to wszystko rozgryźć?
– Tak przypuszczałem.
– Wszystko już miałam. Poznałam całą historię, od pierwszej zapowiedzi Wielkiego Wybuchu, od pierwszego chorego.
– Gratulacje.
– Zamknij się – prychnęła Małomira pogardliwie i znacząco przesunęła pustą szklankę do przodu. – Wiem, co o mnie myślisz. Trudno, mogę z tym żyć.
– Nie, mówię serio. – Gleb wstał i podszedł do zawieszonej na ścianie papachy. Bezwiednie skubiąc i tak już przerzedzone futro, podjął: – Źle nas oceniłaś. Nigdy nie uznaliśmy cię za wariatkę. – znów przerwał, porzucił miętoszenie czapki, polał do szklanek i natychmiast wypił swoją kolejkę. Z westchnieniem usiadł przy biurku. – Myślę, że mieliśmy normalnego cykora.
– To teraz bez znaczenia.
– Bez. I wtedy też. I tak zostałaś sama."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz