No dobra, miałam pierwszy kryzys i pierwszą zwieszkę, kiedy przez dwa dni siedziałam nad jednym akapitem i nie miałam pojęcia, jak to fabularnie ogarnąć. Bo skoro wywalam splątka ze "Splątka", w dodatku wywaliłam jedną z najważniejszych rozmów z Pax, no to nagle się okazało, że w ogóle nie mam podstawy do rzeczy, które tam się później działy. A najgorsze, że one - przynajmniej w ogólnym zarysie - musiały się dziać, bo... no, bo by mi zdechł cały tekst, no. Jedni musieli przeżyć, inni musieli zginąć i takie tam. Trudna sprawa.
Ale chyba pokonałam ten kawałek. No i w ogóle - dziś skończyłam pierwszy rozdział. Liczę na to, że teraz będzie już trochę lepiej, bo wreszcie pojawią się bohaterowie, których lubię.
Okazało się przy tej okazji, że Franki jest Czechem. Cóż... w sumie nigdy nie zastanawiałam się nad jego narodowością. A już na pewno nie wiedziałam, że ma na nazwisko Jeżuś!
Na razie jestem dość zadowolona, choć drażni mnie przerost dialogów nad narracją. Ale może jeszcze jakoś uda mi się to zmienić.
***
"Lokator czołgu najwyraźniej zawahał się, bo opuścił nieco broń i wyciągnął rękę po mapy. Kiedy Franki je cofnął, szczurowaty uśmiechnął się ze zrozumieniem, po czym podał dwururkę komuś w głębi betki. Następnie skinął do dwójki uciekinierów i sam wskoczył do środka.
Ježek podał rękę Gitarze i zaczął ją wciągać w górę, kiedy zerwano plandeki z czołgu, a dziewczynę szarpnięto za nogi. Rozległ się rozpaczliwy krzyk, spojrzenie czarnych oczu utkwiło głęboko w duszy Frankiego, a trzask rozrywanych kości wdarł mu się w mózg.
– Dalej! – wrzasnął chłopak, puszczając oderwane od ciała ręce Gitary i zamykając klapę.
Szczurowaty, wiedziony chyba bardziej instynktem niż rozumiejąc polecenie Ježka, ruszył z kopyta. W półmroku Franki dostrzegł potężną postać ładującą armatę – a potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, trzęsąco i głośno."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz