YAY!!!
Niniejszym udało mi się napisać ten cholerny pierwszy rozdział od nowa. Zmagałam się z nim długo. Ostatecznie domknęłam go kilka dni później, niż planowałam (chciałam skończyć w piątek, najpóźniej w sobotę - mamy chwalebny wtorek). Ale nieważne - grunt, że skończone!
JEZDEM DUMNĄ FRĄĄ.
Tak serio - to ogromny skok w pracach nad zeszłorocznym NaNo - krok ze wszech miar potrzebny, bo mam dwa tygodnie, żeby całość sprawdzić, zilustrować, zrobić okładkę (nie wiem, co wyjdzie z pierwotnych planów trzech różnych okładek, niestety...) i zamówić proofa. Bardzo cierpię na brak czasu i bliski dedlajn na CreateSpace.
Ale walczę!
***
– Wolałbym – zaczął Lahn z wahaniem – żebyś tego więcej nie robił.
– Niby czego? – mruknął Botree, nie zwracając większej uwagi na pasażera. Wybierał najładniejsze kryształy, żeby Piękna Teodora dała z siebie wszystko.
– Nie zabijał mnie.
JARAM SIĘ.
OdpowiedzUsuńNie martw się - Złotoustego narysujesz mi później.
*łaskawa*
...uję!! <3
UsuńAle i tak będę walczyć. ;)