"Piękna Teodora podbija kosmos"

Straciwszy dotychczasowego kapitana, Piękna Teodora trafia w ręce nie do końca poczytalnego Il Destino. Ten nie obejdzie się z nią tak delikatnie jak niesławny Botree, w dodatku przyjmie na jej pokład szemrane typy, które dawniej nie mogłyby się do Pięknej nawet zblizyć.

Teraz dopiero zacznie się prawdziwy podbój kosmosu: przygody, pościgi - i tym razem już naprawdę będą wybuchy.

Chyba że nie.

sobota, 17 maja 2014

Szósty fajk uzupełniający "A ono się pali!" - bez liczenia

Długo milczałam. Bo faktycznie, po ukończeniu tego nieszczęsnego rozdziału miałam przerwę. Jednak czasu mam coraz mniej, a tu trzeba jeszcze dopracować pierwszy rozdział i... no, i całą resztę. Toteż wznawiam działalność. Dziś siedzę właśnie nad samym początkiem. Mam nadzieję, że uda mi się go wyplątać z całego tego NaNoChaosu.

***

"– Co tu się dzieje? – zapytał od razu, płynnym ruchem unosząc rękę w salucie. To był dość niezwykły widok: miało się wrażenie, ramię pułkownika nie miało nic wspólnego z jego tułowiem: nie powstała żadna fałdka na mundurze, nie drgnęła reszta ciała. Tylko ręka.
Sporo słyszał o kapitanie Botree, ale to, co zobaczył, przeszło jego oczekiwania.
Stał przed nim jegomość jednooki i pomarszczony, o ostrych rysach, w narzuconych na siebie wygniecionych resztkach munduru… mundurów, bo każdy element pochodził chyba z innego oddziału. Zmierzwione, płomiennorude włosy przyciskał kapelusz z gigantycznym rondem i zupełnie głupim, różowym piórkiem. Również wymiętoszonym. Kapitan cały sprawiał wrażenie, jakby został przeżuty i wypluty przez coś wydzielającego bardzo dużo soków trawiennych.
– Pchają się jak debile – prychnął Botree, szponiastym palcem niedbale wskazując rozwrzeszczany tłumek przed trapem.
– Kapitanie, wierzę, że dotarły do was najnowsze rozkazy kanclerza?
Rozmówca skinął głową.
– Wiecie więc, że nie macie prawa odmówić pasażerom?
– Mogą spierdalać – odpowiedział spokojnie Botree.
– Kapitanie, proszę natychmiast wpuścić pasażerów do pociągu.
– Mogą spierdalać – powtórzył kapitan, a dziwaczny, żółto-czarny symbol w oku jakby się zakręcił.
– Wiecie, że w każdej chwili mogę wezwać służby porządkowe? Zapewniam, że tego nie chcecie – oznajmił Lahn, sięgając do komunikatora zatkniętego za pasek.
Botree łypnął na urządzenie i fuknął z niezadowoleniem.
– Wbijaj do środka – powiedział. – Pogadajmy.
Pułkownik cofnął rękę od komunikatora i skinął głową. W dużych, błękitnych oczach zalśniła jakaś zduszona ciekawość.
Botree wyjął z kieszeni kamizelki niewielki, metalowy sześcian i wdusił na nim jakiś przycisk. Bariera na krótką chwilę zgasła – Lahn przekroczył ją, a zaraz za nim fotony znów rozjarzyły powietrze. Przeszli po wąskim trapie do wagonu i wkroczyli na pokład.
Wnętrze wagonu wyglądało dość staroświecko i minimalistycznie. Stolik, dwa stare fotele, jakaś skrzynia. Wyłożona ryflowaną blachą podłoga nie poprawiała wrażenia. Pułkownik rozejrzał się i zajął jeden z foteli – jak się okazało, niezbyt wygodnych i dość mocno cuchnących tytoniem. Z poprzecieranego tu i ówdzie obicia wyzierała poszarzała watolina.
– No więc? – zapytał Lahn, postukując palcami o blat.
– Nie zabiorę pasażerów – oznajmił Botree, który splótłszy dłonie za plecami, podszedł do niewielkiego okienka i wbił wzrok w pomarańczowe niebo.
– Decyzja nie należy do was, kapitanie.
– I tu się mylisz, chłopcze. – Kapitan odwrócił się, a na jego twarzy wykwitł szeroki, brzydki uśmiech. – Decyzja należy do mnie i do Pięknej Teodory.
– Do kogo?
– Do niej – Botree machnął niedbale wokół."

1 komentarz: